czwartek, 3 lipca 2014

7 Księżyc 2 Dzień

I rzeczywiście. Na ziemi prócz setek śladów kopyt karibu widniały ślady wilków z obcej watahy. Łowca obwąchał je dokładnie.
- Byli tu!- powiedział przez zaciśnięte zęby. Ortanus podszedł do niego, schylił głowę i spojrzał na ślady.
- Polowało ich tu prawdopodobnie pięcioro. - odezwał się łowca po dokładniejszym zbadaniu tropów.
- Najpierw zaatakowali naszego zwiadowcę, teraz polują na naszą zwierzynę... Co będzie kolejne?! Muszę się zobaczyć z przywódcą ich watahy! Ale niech będą pewni że to nie pozostanie bezkarne!- rzekł władczo mój ojciec- Nie mam zamiaru być dla nich łaskawy! Ahh... po tym jak zamordowali moją żonę.... niech nie liczą na nic.. Prędzej zdechnę niż będę się z nimi dzielił naszą zwierzyną i terytorium!- powiedział twardo. Zapadła cisza.
- Nic tu po nas! - ozwał się w końcu Ortanus - Wracamy do leża! Przyjdziemy tu jutro!
Wataha powstała i zwartym szykiem oddaliła się z miejsca zdarzenia w stronę naszego leża. Gdy dotarliśmy na miejsce ojciec obstawił wartowników. Sam też całą noc nie spał. Martwił się bardzo tymi wydarzeniami i swoim widzeniem.
Tym czasem ja weszłam w głąb leża. Obok mnie nieśmiało kroczył Jack. Podeszłam do mojej siostry. Leżała ona na swojej skale, tam gdzie zwykle spała.
- Cześć Giza...
Gdy Giza mnie ujrzała z uradowaniem rzekła:
- Siostro! Nic ci nie jest! Martwiłam się o Ciebie!
- Nie nic mi się nie stało... Jestem cała i zdrowa.-odparłam.
Giza uśmiechnęła się i rozejrzała wokół mnie.
- Hej? Kim jest ten obcy wilk? Nie znam go?
- Emmm.... to jest Jack. Uratował mnie..
- Uratował?- odpowiedziała niepewnie Giza.
- Tak. Wypchną mnie ze stada spłoszonych karibu.... A właśnie... Jack- to jest moja siostra Giza- Giza to jest Jack.
-Miło mi...- odpowiedział Jack.
- Mnie również- powiedziała nieśmiało Giza.
Położyłam się na moim leżu koło Gizy. Jack usiadł koło nas i wpatrywał się we mnie. Rozmawialiśmy we trójkę. Czułam się strasznie niezręcznie...
Naglę nadbiegł Sonny. 
- Wszystkie wilki proszone są o zajęcie swoich legowisk!
-Chyba muszę iść... -odezwał się Jack -Tylko  gdzie?
W tej samej chwili odbiegł do niego Sonny.
- Hej... ty pewnie jesteś ten nowy Omega. Tak?
- Taaak...
- O to fajnie... choć ze mną pokażę ci gdzie śpią Omegi.
Jack wstał i oddalił się razem z Sonnym. Rozmawiali razem przez drogę. Widać było że Sonny polubił go praktycznie od razu. Patrzyłam na nich dopóki nie zniknęli za skalnym filarem. Potem opuściłam głowę, ułożyłam się wygodnie i zasnęłam.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz